Kategorie: Wszystkie | BLAVA | BYTOM | CHILE | CISZEJ | DROGA | KSIAZKI | LONDYN | MALGOSIA | NOWA ZELANDIA | PRAHA | SALAMANCA | SEVILLA | USA | WARSZAWA | ZDJECIA
RSS
sobota, 18 listopada 2017
SEN O KROKODYLKU i ZLOWIU

Snilo mi sie, ze maly krokodyl uznaje za swoja mame pierwsze zwierzatko ktore zobaczy po urodzeniu. Traf chcial, ze jeden krokodylek po otwarciu oczu zobaczyl doroslego, bardzo malego zlowika. Ja sie akurat napatoczylam i zostalam powierzona pilnowaniem tych dwoch zwierzatkow wsadzonych do jutowej torby. W tym samym czasie moja pani ginekolog powiedziala, ze musze natychmiast zaczac jesc duzo potasu, bo to jest powod dla ktorego mi wypadaja wlosy. Duzo potasu i jeszcze wiecej odpoczynku. Na temat tego odpoczynku dzwonila do Boskiego, ale ja poslal ma drzewo. W kazdym razie ja lazilam z tym niewygodnym, ruszajacym sie worem, w ktorym najwyrazniej rosl krokodylek i zlow, bo byl coraz ciezszyi szukalam potasu.

Jak worek juz mnie bardzo kopal zorienowalam sie, ze to nie sen tylko Zu, ktora przytulam caly czas okreca sie wokol wlasnej osi szukajac wygodniej pozycji.

08:24, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 listopada 2017
HIBERNATUS

Pisalam juz, ze mieszkamy w lodowce? Jak jest zimno na dworze temperatura w naszym rogowym mieszkaniu, tuz pod dachem, spada katastroficznie. Najnizsza widziana (raz, rano) katastrofa wynosila 9C w pokoiku Gosi. Przecietna katastrofa to 16-17C, 18 uwazamy za zimowy luxus. Potem skala (w zimie) sie konczy.

Co ciekawe dzieci dostosowaly sie do takiego stanu rzeczy i zupelnie im to nie przeszkadza. Odwrotnie. Jak w Pradze przyjedziemy do blogich 22C to natychmiast zaczynaja kaszlec, albo goraczkowac. Jakby wirusy spaly gdzies w glebi przyczajone w warunkach hibernacji i czekaly na ciepelko.

Dzisiaj na dworze byly 2C, oficjalnie zaczela sie zima. Czas wyciagnac kocyki :)

23:11, agradabla , LONDYN
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 października 2017
NIE LUBIE, NIE LUBIE

Boski ma w planie pojechac z kolegami na 5 dni do Szkocji. Oznacza to 2 dni urlopu, plus wykorzystanie dnia swiatecznego. Dla mnie to oznacza 5 dni sam na sam w Londynie z najcudowniejszymi z dzieci, bez zadnej pomocy, cioci, babci, przyjaciolki w wypadku problemow. Ani chwili ucieczki. 5 dni non stop z dziecmi. 

Nie jestem zachwycona. Po kilku debatach ze mna w roli leniwej/niewdziecznej/itd krowy, napisalam mu (byl w pracy), ze nie chce aby jechal, jednak zabraniac mu nie bede. Niech zrobi jak uwaza. Jest dorosly i ma wszystkie informacje. Je sie dostosuje.

Tak, tez uwazam, ze ma prawo od czasu do czasu byc z kolegami. Dlatego wlasnie spedzil z nimi w gorach ubiegly weekend. Nie no zgadzam sie, ze 5 dni z dziecmi mnie nie zabije. Zabilo by duzo mniej gdybysmy byli w Pradze. Ale nie bedziemy bo baby 2 z 5 dni spedza w szkole. 

Nie znosze takich sytuacji. Jego koledzy albo nie maja rodzin, albo sa rozwiedzeni, albo (w mniejszosci) mieszkaja w tym samym miescie od zawsze z cala rodzina i reszta ansmblu potrzebnego do zycia. Wiec zony moga na 1-2 godziny czy dni podrzucic dzieci babci, abstrahujac od tego, ze maja starsze dzieci (jesli juz maja). 

Nie lubie takich sytuacji, bo nie ma dobrego wyjscia. Nie chce mu nic zakazywac ale tez nie jestem niewolnikiem. Do tego jako rodzina niezbyt wiele ostatnio jezdzimy (poza Praga), bo drogo po to bo tamto, a tu nagle prosze, mozna jechac.  Wrr

22:36, agradabla
Link Komentarze (4) »
sobota, 28 października 2017
TAKIE TAM ROZNE

Po takim okresie nie-pisania ciezko wybrac to co najwazniejsze. Pare informacji..

Dostalam sie do 3 etapu rozmow kwalifikacyjnych w tym NGO o ktorym pisalam pare tygodni temu. Nastepny etap trwa 5 dni, jesli znajde kogos kto sie w tym czasie zajmie Zu to dam rade. Jesli :) No a gdyby nie to i tak jest git bo ciesze sie, ze doszlam az tak daleko. Czas pokaze. Byloby to swietne doswiadczenie:)

Maroko- krakowskim targiem ustalilismy, ze na wakacje w grudniu jedziemy do Maroka. Ja wiem, ze taka specyficzna destynacja, ale Boski mowi, ze piekna i bardzo chce, wiec pojedziemy. Potem na kilka dni do Lizbony. Powrot na swieta.

Gosia przezywa cos w rodzaju okresu buntu. Potrafi byc okropna. Mowie sobie, ze to musi miec po mamusi. Karma wraca :) Zdaniem Siostruni bylam koszmarnym dzieckiem. Gosia koszmarna nie jest tylko czasem jej wali na dekiel. Wiec taka rozwodniona karma wraca :)

Wrocilismy z Pragi. Jak zwykle tydzien spedzony na spotkaniach, lekarzach itp. Na przyklad wlosy przezywaja nowy etap braku milosci do mnie. Tym razem jakas infekcja. Zdaniem lekarza idzie ku lepszemu. No, byloby fajnie. Za to tarczyca Gosi niespodziewanie dla wszystkich naprawila sie nagle sama. Od 2 roku zycia je hormony. W lecie lekarka powiedziala, ze nagle wyniki swietne i w ciagu roku urosla niesamowitych dla jej wieku 9cm. Wczoraj inna lekarka stwierdzila, ze tarczyca nie wykazuje zmian patologicznych. Fenix moj kochany!

Obejrzalam stary film Lindy "JASNE BLEKITNE OKNA". Jest duzo duzo lepszy niz oczekiwalam. To nie prawda, ze za duzo tam nieszczescia. Zycie niestety takie jest. Bo szczescia nie definuje ilosc kasy. 

KTOS WE MNIE - Sarah Waters. W koncu przeczytalam, po latach stania na polce. Na poczatku nuda, potem troche sie rozkrecilo, a na koniec nie stalo sie nic. Ponoc to ksiazka z nieco wyzszej polki, taka juz lepszejsza literatura. No nie wiem. Jesli lepszosc definjuje nuda to ja postoje. Taki Sandor Marai potrafi napisac ksiazke w ktorej nie dzieje sie nic, NIC a czlowiek nie moze oderwac oczu od czytania. U Walters dzieje sie duzo. A nic. Sa lepsze ksiazki.

Blog tez pisze, ale drugi. Na moja, powstajaca, strone internetowa. Jak ktos bedzie chcial to przekaze adres.

Dzieci wracaja! Lece :)  

 

20:38, agradabla
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 października 2017
AGRADABLA - CERTYFIKOWANY LIFE COACH

Stalo sie, od jakiegos tygodnia jestem certyfikowanym coachem (zgodnie z wymaganiami International Coach Federation). Ciagle sie ucze, nadal jestem niecierpliwa i mam wrazenie, ze jak nie zbawie swiata w ciagu 3 tygodni to powinni mnie ukamieniowac. Ciagle zapominam, ze zmiana trwa a klient potrzebuje czasu zeby wszystko sobie poukladal w glowie. Jestem bardzo ciekawa co przyniesie zycie. Juz sie ciesze!

22:56, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 października 2017
KLUB miniPOLIGLOTeK

Boski wzial dzisiaj dzieci na hustawki do parku. W pewnym momencie do Gosi podbiegla dziewczynka w podobným wieku i po angielsku zapytala czy Gosia mowi po arabsku (w dzielnicy w ktorej jest park jest bardzo duzo ludzi z Bangladeszu). Na co Gosia, pewnie chcac sie pochwalic, odpowiedziala po angielsku, ze po arabsku co prawda nie mowi, zna za to polski i czeski. A to super odpowiedziala dziewczynka, bo ja tez znam polski. I polecialy sie razem bawic.

Takie rzeczy to tylko w Londynie....

00:47, agradabla , LONDYN
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2017
ENCYKLOPEDIA WIEDZY BEZUZYTECZNEJ

Zu o malo co nie umarla z glodu o 4:30 rano. Wiercila sie. Naciagala dziwnie krotka pizamke, ktora Gosia dostala na 5 piate urodziny a potem definitywnie wykopala mamusie do kuchni po "am am". Po zjedzeniu solidnej porcji hippa z miesem usnela w swojej ulubionej pozycji: oparta czolem o moje czolo z reszta pyszczka umieszczona gdzies na wysokosci mojego oczodolu. Ja nie usnelam.

Mialam za to  czas skupic sie na moich ostatnio ulubionych rozwazaniach pod tytulem: "przeciez ja nic nie potrafie". Jako osoba swiadoma zdaje sobie sprawe, ze to nie jest zupelnie tak, ze nic nie wiem. Wrecz przeciwnie, mam w glowie jakas kosmicznie duza baze danych na tematy roznie, szkoda, ze glownie bezuzyteczne. 

Mieszkam sobie w tym Londynie i zajmuje sie tuleniem, gotowaniem, robieniem zadan domowych i przemieszczaniem na piechote na szalone odleglosci a za woda swiat (czytaj znajomi) rozwijaja sie dynamicznie. Wszyscy maja jakies konkretne umiejetnosci. A jesli jeszcze konkretnie nie maja, to sa na dobrej drodze, a ja tu sobie wymyslam jak uczesze Gosie na "Dzien szalonych wlosow". Zaraz ktos sie odezwie, ze tez by chcial miec czas zajmowac sie dyrdymalami i ze mi zazdrosci a ja tu medze. Tylko, ze to nie jest takie proste. Wcale nie mowie, ze nie widze pozytywnych aspektow mojego zycia. Co tu duzo gadac sama sobie zazdroszcze jak przytulam sie do slicznego malego cialka Zu w koszulce z rybka, kladac sie spac na poludniowa drzemke. Uwielniam gilgotac Gosie po boczkach tak, ze ledwo co sie nie posika. Tylko ja zawsze chcialam byc w jakiejs dziedzinie mistrzuniem a mam wrazenie, ze czas ucieka a ja nie moge pochwalic sie zbyt wieloma osiagnieciami. Oczywiscie jestem dumna! sunac wozem z Zu na pokladzie z przesliczna, paplajaca Gosia w szkolnym mundurku po boku. Jestem dumna, ze jednak sie udalo, ze mam 2 (DWIE!!! tak jak chcialam) przesliczne corki. Choc chodzi mi tez po glowie, ze to takie dziwne, ze to niby ja jestem MATKA?! czy aby nie jestem za mloda? zbyt glupia? Bo jakos tak w swojej glowie nigdy nie przestalam byc dzieckiem i nawet tak jakos kawy czy alkoholu nigdy nie nauczylam sie pic, bo to chyba jeszcze nie dla mnie. Jestem dumna, ale bycie matka to tylko czesc moich ambicji. A reszta?

Tak wiec jestem sobie i chcilabym zeby porwal mnie wir zajec. Jakas czesc mnie ciagle ma nadzieje, ze ktos mnie w tym kacie znajdzie i odwiezie na bialym koniu zebym mogla zaczac zbawiac swiat. Ta bardziej racjonalna ja przypomina: rusz dupe, to twoje zycie tak sie staraj i moze na starosc naucz sie czegos solidnego. Czas ucieka, juz 7:20 (u was 8:20) i tak sie porannie bujam.

08:23, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 września 2017
ZDJECIE DO DOWODU OSOBISTEGO

Zastanawialam sie ostatnio nad fenomenem zdjec do dowodu osobistego. Czlowiek ma sie na nich nie usmiechac i wygladac "neutralnie", w efekcie, jak juz mnie ten fotograf nastawi zwykle wygladam jak eskimos. Swiecie dziw sie normalnie nie wygladam jak eskimos, co wiedzie do konkluzji, ze robienie mi takiego zdjecia nie pomoga jednak w mojej identyfikacji. Co wiecej chyba nie mam znajomego/znajomej ktorzy by na tak zrobionym "neutralnej" fotografii wygladali podobnie do siebie, nie marzac juz o tym, zeby wygadali chociaz troche ladnie. I w tym momencie powraca do glowy pytanie: w jakim celu wszyscy stadnie mamy miec w dowodach osobistych szpatne zdjecia, ktore zwykle nie sa do nas specjalnie podobne? Skoro pan moze miec zdjecie z broda a pani z grzywka to dlaczego ja nie moge miec z delikatnym usmiechem? nie mowiac juz o retuszu. Moze wlasnie retusz powinien byc zakazany? Ot problemy pierwszego swiata :) Dobranoc!

23:36, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 września 2017
PAZNOKCIE

W zwiazku z moim leciwym wiekiem obserwuje postepujaca pozwolna biodegradacje. Tu pierwsze zmerszczunie, tam pare siwych wlosow, nie wspominajac o klopotach z wlosami, dzieniegdzie jakies przyblakane kilo ktore jakos sie (kuzwa!) nie chce odblokac, ramionka tudziez udka pomalu przesuwajace sie w kierunku poczatkujacego sztangisty. No kuzwa, juz?

Pomyslalam wiec, ze znajde jakies atuty (kazdy ma przeciez jakkes atuty,?!) i na nich sie skoncentruje. Padlo na paznokcie. Przyroda byla tak laskawa, ze obarzyla mnie dlugimi palcami i ksztaltnymi paznokciami, czas wyrazic szacunek. Tak wiec, w wieku lat 40 zaczelam malowac paznokcie. W brew pozorom jest to proces, ktorego sie trzeba nauczyc, na szczescie manualnie jestem nadal sprawna wiec voila dwa razy w tygodniu robie paznokietki na bostwo. Take sa sprytne, ze nawet jak maja 0,5mm dlugosci to juz wygladaja jak tipsy wiec moge z nimi robic wszystko.

Dzisiaj zolte. 

22:24, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (4) »
THE HANDMAID'S TALE - Opowiesci podrecznej

Jakby ktos jeszcze uwazal, ze kierunek w jakim prowadzi nas - kobiety, pan Kaczynski i spolka jest wlasiciwy, to polecam a wlasciwie zalecam ogladanie, albo choc przeczytanie opisu serialu. 

01:17, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (4) »
niedziela, 17 września 2017
FINISH - pare uwag pod koniec szkoly

Przed chwila rozpoczelam proces konczenia szkoly. Nie chce go dzisiaj dokonczyc, bo zalezy mi na dwoch bezplatnych seminariach dostepnych tylko dla studentow, ale w zasadzie bym mogla. Mysle, ze wszystkie formalnosci mam juz za soba. Moze cos zwroca i trzeba bedzie poprawiac, no ale to mogloby sie stac w kazdym wypadku, wiec nie bede sie przejmowala przedwczesnie.

Warto bylo. Szkola spelnila moje oczekiwania. Byla zorganizowana bardzo ciekawie, widac, ze ktos nad calym procesem myslal. Dla mnie oznaczala przede wszystkim wyjscie z domu, kontakt z innymi ludzmi, uczenie sie czegos nowego, co uwielbiam. Z cala pewnoscia potwierdzila slowa Zuzi, ze "nie ma Einstainow" i tam w wielkim swiecie nie czekaja na mnie sami powalajacy urokiem i inteligencja ludzie, gdyz to ja tutaj jestem podrecznym domowym debilem. Otoz nie. Ani ja nie jestem debilem ani oni Eistainami. Swiat nie uciekl jednak tak daleko jak mi sie wydawalo. Choc oczywiscie spotkalam wiele fajnych osob, co cieszy niezmiernie.

Z perspektywy czasu o czym jest ten caly smieszny coaching? O sluchaniu. O atencji jaka poswiecamy drugiemu czlowiekowi. Z kazda godzina coachowania mam mniej i mniej ochote wtracac "cos o sobie" albo dawac jakies drobne rady, bo to nie ma sensu. Kazdy jest panem swojego swiata i najlepszym specjalista od swoich problemow. Jak ktos chce zmiane - zmiana bedzie, jak ktos tylko marudzi, to widocznie mu nie zalezy, albo jeszcze nie nadszedl wlasciwy czas. To samo odnosi sie do mnie. Ten coaching, ktory uprawiam nie ma nic wsplnego z pokrzykiwaniem "dasz rade!". Ten moj ma wiecej wspolnego z pytaniem "a kto powiedzial, ze nie dasz rady?", "co musialo by sie stac, zeby bylo to mozliwe?".

Cale to czytanie, myslenie i moje spotkania z coachem zabralo i mnie pare wymowek ;) 

A wiec czy ma sens zorganizowac sobie pare spotkan z coachem? To zalezy. Przede wszystkim od tego czy powaznie myslimy o zmianie. Bo jesli na przyklad ktoras pada na pysk, ale nie potrafi sobie wyobrazic, ze maz moze sobie wyprasowac koszule sam i ma na to tysiac "logicznych" argumentow, to nie wiem czy warto. Coach za nas zycia nie zmieni. Musimy sami.

18:45, agradabla , LONDYN
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 września 2017
Z JAKIEJ JESTES KASTY?

Niedawno pisalam o zmianie powitalnego zdania z "Dzien dobry Panie i Panowie" na "Dzien dobry wszystkim" w londynskim metrze. Zmiana ta miala uwzglednic interesy spoleczosci LGBT.

Pod wpisem przeczytalam miedzy innymi, ze jest to przejaw troski o demokracje. Z reszta to samo twierdzi Boski.

Ja upieralam sie, ze ok, pomysl dobry, tylko trzeba zachowac zdrowy rozsadek i zaczac od powazniejszych problemow.

I dzis wracam do tematu zdrowego rozsadku. 

Bylam na sniadaniu z mamami z klasy Gosi. Jedna z nich jest wlascicielka agencji HR, specjalizujacej sie w bardzo wysoko oplacanych pracownikach sektoru bankowego z londynskiego city. 

Rozmawialismy o szkole. Mowila, ze jest bardzo zadowolona i wszystko gra, tylko nie wiedza czy nie przeniosa Maxa do innej szkoly, bo jednak Canary Wharf to wschod Londynu i akcent Maxa nie jest idealny i uwaga... moze mu to kiedys utrudnic dostep do dobrej pracy. Akcent, okazuje sie, to bardzo istotny element image czlowieka i moze dyskryminowac podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Nie, nie mowimy o jakims belkocie z tad czy owat. Mowimy o zlej czesci Londynu (zlej jak zlej, jedno z najwiekszych centrow finansowych na swiecie) w ktorej mieszkaja rodzice Maxa, bo maja blisko do pracy w city wlasnie!

Potem jakos przyszlo na mnie. Ze zanim postanowilam zostac coachem powysylalam troche CV a zero odzewu. Mimo iz mam sporo doswiadczenia i niezle wyksztalcenie. Zero w sensie bez: pocaluj mnie w dupe, rowniez. Na co ona: Oh! don't take it personally! My tutaj nawet nie czytamy CV z Twojej czesci Europy jesli nie masz doswiadczenia z Londynu. Pierwsza prace musisz jakos zdobyc a potem dopiero ktos bedzie je czytal. I uwaga ta pani mnie bardzo lubi i po prostu byla szczera! Ze mnie nie wybiora? Ich wybor. Ale ze wywalaja, bo nasze szkoly to nie szkoly, no hellou?

Owszem znam osoby z Polski czy Czech, ktore znajazly prace w city. Nie szukajac daleko - Boski, tylko ze on przywedrowal przez firme w ktorej pracuje lata. Takich znam sporo. Znam jedna osobe, ktora po wielu wielu latach wgryzla sie tam przechodzac od pucybuta do pracownika na srednim poziomie.

Jeszcze jedna sytuacja. Salamanca, rok 2005. Szkola hiszpanskiego. U mnie w grupie 2 chlopcow z elitarnego Eaton i dziewczyna z jakiejs innej brytyjskiej szkoly. Chlopcy wywracaja oczami cokolwiek ona powie po angielsku. Pytam sie ich dlaczego? bo ona udaje, ze ma akcent taki jak my, ale jednak slychac, ze nie jest jedna z nas - slysze. Pytam sie czemu sie nie nabijaja ze mnie? Bo Ty nie musisz miec konkretnego akcentu, ale ona jest Brytyjka a udawanie akcentu z nie swojej klasy jest oburzajace!

A wiec tak wyglada demokracja? Bedziemy sie certolic z pol promilem osob ktore maja problemy ze swoja tozsamoscia sexualna i bedziemy sie z tego powodu czuc dobrze. Ale Ty chlopcze urodziles sie pod Glasgow a rodzice nie mieli kasy zeby Cie poslac do elitarnej szkoly z "akcentem" wiec mozesz byc madry jak radio, ale pracy w city nie dostaniesz (symbol).

Moze jestem wczorajsza, ale mnie sie to wydaje obludne.

00:49, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 września 2017
AMBICJE

Wlasnie wypelnilam aplikacje, zeby coachowac mlodych delikwentow w wiezieniu. Stwierdzilam, ze raz kozie smierc. Wezma, nie wezma, przynajmniej potrenuje autoreklame i poodowiadam na potencjalne pytania, ktore moga sie pojawic na ewentulnych rozmowach. Sama sie smieje.

Gosia zaczela wczoraj 3 klase podstawowki. Taki maly szkrab a juz w 3 klasie. Ma wielkie szczescie, ze jestesmy srednio ambitnymi rodzicami. Polowa dzieci w jej klasie ma juz rok czy dwa korepetycje. Powaznie, nie zartuje. Duzo dzieci juz sie przenioslo do bardziej "akademickich" szkol. Tymczasem my tkwimy w zwyklej przecietnej pedalowie. Choc czy jest jej tam tak zle? Prywatna szkola, 14 dzieci w klasie, 2 nauczycieli i towarzystwo malych pastuchow z 48 krajow. Tylko ponoc akcent nie zupelnie ten...

Boski usypia baby. Musze troche poszalec (poczytac) a nie tylko patrzec w komputer. Dobranoc!

23:07, agradabla
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 września 2017
JAN HNIZDIL - TROCHE INNY DOKTOR

W ramach wedrowki po zdrowie moich wlosow, po roku oczekiwania (doslownie), zostal mi wyznaczony termin audiencji u guru czeskiej medycyny psychosomatycznej - Jana Hnizdila. W umowionym terminie przybieglam w podskokach.

Pan doktor o podejsciu holistycznym szczyci sie tym, ze patrzy na pacjenta jako na calosc i widzi zaleznosci, ktore na zawsze pozostana ukryte przed niewprawnym okiem pfe specjalistow.

Leczenie odbywa sie na podstawie szczegolowego wywiadu z cierpiacym delikwentem.

Weszlam. Nawet zostalam poczestowana tania herbata. Zaczela sie, hm, no chcialam napisac rozmowa, ale to nawet nie byl wywiad tylko przesluchanie. Okazalo sie bowiem, ze pan Jan Hnizdil w swojej koncepcji poszedl o krok dalej niz (jak sadze) zamierzal i jest na takim etapie samozadowolenia, ze przestal sluchac pacjentow (w tym wypadku mnie). Poniewaz ON WIE!

Slyszy natomiast rzeczy, ktorych nigdy nie mialam zamiaru powiedziec.

Pare przykladow:

Jan Hnizdil: - i co jeszcze pani dolega poza wypadajacymi wlosami?

ja: - e, no nic. Mysle, ze jestem ogolnie okazem zdrowia.

Jan Hnizdil: - a plecy pani nie bola?

ja: - nie bardzo.

J.H: - nigdy?

ja: - Owszem zdarza sie, ale nie w stopniu ktory by mnie jakos ograniczal. Zawsze nosze dziecko z jednej strony wiec jestem asymetryczna, jesli zaczynaja mnie bolec plecy to kilka dni cwicze i wszystko wraca do normy. Wiec bolu plecow nie uwazam za problem a juz z pewnoscia nie czesty

Jan Hnizdil, pisze: - bol plecow, polecam joge i fizjoterapie w naszym osrodku

Jan Hnizdil: - a co zwiazek?
Ja: - mysle, ze ok. Zwlaszcza w calym tym problemie z wlosami maz bardzo stanal na wysokosci zadania.

J.H; - zadnych problemow?

ja: - Wiadomo nigdy nie jest idealnie, jednak sadze, ze nic zlego sie nie dzieje

JH: - czyli co, wszystko na 100%?

ja: - nie na 100% nie, kto tak mowi zwykle klamie. Ale obecnie mysle, ze tak na 80%. Jest wiele rzeczy ktore nie sa idealne, ale zadnej z nich nie uwazam za krytyczna

JH (pisze i mowi): problemy malzenskie, rozwazyc terapie malzenska w naszej placowce

JH: - a bierze pani jakies leki?

ja: - nie jestem specjalnym milosnikiem medykacji. Gdybysmy sie spotkali w momencie kiedy umawialam sie na spotkanie tutaj to bym powiedziala, ze zadne. Po roku wedrowek po roznych lekarzach mam 3 leki, wszystkie w raczej niskich dawkach

JH (mowi i pisze): - zalecane leczenie w zaprzyjaznionym osrodku, zeby moc zyc bez lekow

Do tego jak mowilam to przerywal, nie pozwalal dopowiedziec. Byl o krok przede mna. Nawet powiedzial, ze juz nie musze chodzic do dermatologa, bo on zna przyczyne moich problemow. NERWY! 

Nie zebym dyskutowala z diagnoza. Jedyna rzecza ktora choc w malenkim stopniu obiektywnie moze przyczyniac sie do mojej utraty wlosow jest leciutkie lojotokowe zapalenie skory, ktore ma - zwykle?- podloze psychiczne. Tylko Hellou? Nie w ten sposob, nie zza komputera, nie w formie sprzedawania wlasnych (nietanich) uslug!

Moze nie jestem standardowym pacjentem, moze uszlam kawal drogi i wiem o sobie pod kazdym wzgledem wiecej niz inni, wiec oczekuje nieco innego podejscia. A moze jednak pan Jan Hnizdil poza bardzo rozsadna (oficjalna) gadka stracil kontakt z rzeczywistoscia. Dla niego wypadanie wlosow, rak i skolioza to wszystko nerwy. Tak pewnie nerwy, ta czesc rozumiem, tylko jak uciec z blednego kola?

 

P.S.

Sam doktor Jan Hnizdil byl maksymalnie nerwowy, nieprzyjemny i lekko agresywny. Hmm jesli to nerwy, to gdybym byla nim, lysina typu kolano by mnie nie minela.

21:03, agradabla , LONDYN
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 sierpnia 2017
KUK - czy blox pozwoli wlozyc wpis?

Ciagle jestesmy w Czechach. Nie spotkala mnie zadna kosmiczna katastrofa, brak weny, ani czasu. Niestety blox odmiawia wspolpracy i nie zechcial opublikowac 4 ostatnich wpisow. Nie poddaje sie! Dzis kolejna proba!

W chwili obecnej jestesmy w wiejskim domu rodzicow Boskiego, niedaleko Liberca. Przedtem bylysmy chwile na Morawie a przede wszystkim w Pradze. Odwiedzilam bambilion lekarzy, na szczepienia, kontrole, nowe pomysly, w kwestiach dziewczynek i moich. Teraz w koncu nic. W poniedzialek fruniemy do Londynu.

Wakacje sa jednak kosmicznie dlugie. Do tego sa to wakacje dla wszystkich wiec nawet znajomych za duzo nie spotkalam. Czytam, ciesze sie latem, kobietkami. Dzieczynki sa cudowne i grzeczne, mimo tego nie mogla bym byc samotna matka. Albo nie chciala. Byc ciagle, non stop z 2ka dzieci nie sprzyja zachowaniu zdrowia psychicznego:) czytalam ostatnio, ze Katarzyna i William nie pozwalaja dziciom ogladac bajek. No, tez bym nie pozwalala gdybym miala sluzbe, ktora by sprzatala, gotowala, czesala i zajmowala sie dziecmi. Nie mam :)

 

22:10, agradabla , DROGA
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 141
Archiwum